- Poranny pociag stopniowo zapelniali latwo rozpoznawalni wycieczkowicze -po paru przesiadkach otaczaly nas zewszad kijki, plecaki, super buty, ekstra wodoszczelne zegarki, sprytne ustrojstwa na wszelkie okazje, mapy w mapownikach, spodnie, bluzy, bandany, chustki, bidony, chlebaki:fajnie-uwielbiam ogladac sprzet turystyczny w calej gali.
- Okutama nalezy do prefektury Tokio i jest tam sporo tras do wedrowek. My po krotkim spacerze wzdluz rzeki, wybralismy najbardziej znana -gorka Mitake i tereny wokol -"Ogrod Skalny". Powietrze w lesie bylo przepyszne.
- Po drodze do stacji Kori uratowalam pewnego chrzaszcza,( japonskiego jelonka rogatego?), ktory na asfaltowej drodze meczyl sie lezac na plecach i machajac nogami-inni od razu wycenili zdobycz-taaaki okaz "pojdzie" za wiecej niz tysiac jenow w centrum! KU-cian zostal wiec zapakowany i zniewolony. Jechal pociagiem, autobusem, kolejka kablowa, udalo mu sie wyjsc z pudelka i siedzial na ramieniu Japona. W koncu wypuscilismy go na popas na drzewo, obok struzki zywicy. Pa, pa KUU-cian!
niedziela, 19 lipca 2009
Hortensjowa Okutama
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz