- O polnocy wybralam sie do Swiatyni Gokokuji, najblizszej duzej i w zasiegu szybkiego marszu.
- Uwielbiam brzmienie dzwonow, jest inne niz w kosciolach-niskie powazne wytlumione, mroczne, dostojne, ciezkie... lubie tez zapach slodkiej sake, ktora sie popija w papierowych kubeczkch kupowanych na straganach u stop schodow swiatynnych, oraz inne aromaty typowe dla stoisk zimowych z przekaskami .Lubie tlum powoli oczekujacy na polnoc i na swoja kolej by wrzucic drobne i wypowiedziec zyczenie przed swiatynia.
- A potem ruszylam w dalsza droge , z ludnego Gokokuji przed puste fiordy Tokio w inny punkt swiata. Do katedry tokijskiej. Nic nie wskazywalo na to, ze jest otwarta. Minimalne oswietlenie, dopiero gdy niezbyt pewnie przeszlam za zakret na terenie koscielnym juz, ilosc zaparkowanych samochodow dodala mi odwagi by pchac boczne drzwi . A w srodku Biskup, ksiezy gromada, msza w pelnej gali. Akemashite omedeto gozaimas!
- A dzis rowerowo bylismy tu w Kanda Myojin, podgladac wizytujacych popatrzec na pieknie blyszczacy czerwonopomaranczowy lakier i zlociste okucia, na boczne oltarzyki z darami dla bogow:
piątek, 2 stycznia 2009
Z Nowym Rokiem
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz