piątek, 2 stycznia 2009

Z Nowym Rokiem

  • O polnocy wybralam sie do Swiatyni Gokokuji, najblizszej duzej i w zasiegu szybkiego marszu. 
  • Uwielbiam brzmienie dzwonow, jest inne niz w kosciolach-niskie powazne wytlumione, mroczne, dostojne, ciezkie... lubie tez zapach slodkiej sake, ktora sie popija w papierowych kubeczkch kupowanych na straganach u stop schodow swiatynnych, oraz inne aromaty typowe dla stoisk zimowych z przekaskami .Lubie tlum powoli oczekujacy na polnoc i na swoja kolej by wrzucic drobne i wypowiedziec zyczenie przed swiatynia.
  • A potem ruszylam w dalsza droge , z ludnego  Gokokuji przed puste fiordy Tokio w inny punkt swiata. Do katedry tokijskiej. Nic nie wskazywalo na to, ze jest otwarta. Minimalne oswietlenie, dopiero gdy niezbyt pewnie przeszlam  za zakret na terenie koscielnym juz, ilosc zaparkowanych samochodow dodala mi odwagi by pchac boczne  drzwi .  A w srodku Biskup, ksiezy gromada, msza w pelnej gali. Akemashite omedeto gozaimas! 
  • A dzis rowerowo  bylismy tu w Kanda Myojin, podgladac wizytujacych popatrzec na pieknie blyszczacy czerwonopomaranczowy lakier  i zlociste okucia, na boczne oltarzyki z darami dla bogow:



Brak komentarzy: